ZRZESZAJMY SIĘ

By admin
In BRUNCH Z BIZNESEM
Styczeń 7, 2015
0 Comments
1255 Views

Polscy przedsiębiorcy nie chcą się zrzeszać i działać wspólnie, a do tego dochodzi jeszcze brak sukcesji w polskich firmach rodzinnych. Prawo do zrzeszania się stanowi jedno z najbardziej podstawowych praw, jakie gwarantowane są każdemu człowiekowi przez współczesne państwa prawa. Dzięki temu możliwe jest wspólne organizowanie się osób, które mają podobne poglądy i dążą do osiągnięcia wspólnych celów. W Polsce prawo to jest zapewnione przez wiążące nas umowy międzynarodowe (np. Konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności), Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej (art. 58), a także ustawy (np. ustawa prawo o stowarzyszeniach). Zrzeszanie się może być realizowane w różnych formach: stowarzyszenia, fundacje, związki zawodowe, czy partie polityczne.

sd

Szacuje się, że w Polsce zrzesza się zaledwie 3-5% przedsiębiorców, natomiast organizacji zrzeszających w przybliżeniu jest 3500. Wydawać by się mogło, że to duża ilość, ale w porównaniu z innymi krajami Europy – zrzeszeń jest u nas mało. Do tego tylko około 8, może 12 jest ważnych i silnych. Polscy przedsiębiorcy nie chcą się zrzeszać by działać wspólnie. A jeżeli już, to z wzajemnym porozumieniem i zrozumieniem cudzych racji bywa różnie. Pokutuje samolubny (narcystyczny) sposób myślenia przypominający staropolskie przysłowie: „Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”. Taki sposób działania może doprowadzić do niepotrzebnej upadłości słabszych finansowo i organizacyjnie przedsiębiorstw rodzinnych, uzasadniając tym samym głęboką myśl innego polskiego powiedzenia: „Po nas choćby potop”.

A przecież każdy Właściciel firmy musi kiedyś zadać sobie pytanie – jak wyglądać będzie jego Firma za 5-10-20 lat, jaki będzie miała potencjał, w czym będzie się specjalizować, jakie będzie mieć dochody? Dlatego, już w przedszkolu dzieci poznają powiedzenie: „Mały w gromadzie ze wszystkim poradzi”, mające kształtować prawidłowe zachowania zespołowe w przyszłości. Już Arystoteles mawiał: „Nie ma geniuszu bez odrobiny szaleństwa”.

Polscy przedsiębiorcy zamiast konsolidować się –wolą działać samodzielnie, nie zważając na trudności rynkowe. Wydaje im się, że samodzielnie mogą więcej i raz osiągnięty sukces, często tylko lokalny, będzie trwał nieprzerwanie. Nie chcą dzielić się z nikim raz osiągniętym sukcesem. Wolą zbankrutować niż łączyć szeregi, tworząc tym samym większy potencjał i wspólne możliwości, i co ważne, dający możliwość nie tylko przetrwania, ale i dalszego rozwoju. W Polsce pokutuje bowiem opinia, że jak masz liczyć na kogoś, to licz na siebie. Wystarczyłoby jednak, by wcześniej zrzeszyli się, budując z innymi podobnymi sobie firmami większy potencjał (technologiczny, produkcyjny, zakupowy, sprzedażowy etc.), a co za tym idzie staliby się bardziej konkurencyjni na rynku, zachowując przy okazji swoją wolność biznesową.

Jeżeli łączenie wspólnych działań gospodarczych będzie szło w takim tempie jak obecnie, to może ono potrwać nawet i 200 lat, czyli nie tylko za naszego pokolenia, ale również naszych dzieci i wnuków. Jednocześnie trzeba pamiętać, że kraje tzw. wysoko cywilizowane będą ponownie „kilkanaście długości” przed nami.

A przecież mamy wspaniałe tradycje
W Polsce pierwsze zapiski o istnieniu cechów rzemieślniczych pochodzą z II połowy XIV wieku (1374). W Królestwie Polskim, tzw. kongresowym, (potocznie „Kongresówka”), jednym z prekursorów spółdzielczości był Stanisław Staszic, który w 1816 roku założył w swoich dobrach Towarzystwo Rolnicze Hrubieszowskie. Ruch spółdzielczy rozwijał się w okresie zaborów. Pierwsze spółdzielnie na ziemiach polskich powstawały w Wielkopolsce i na Kujawach. Największy rozkwit przyniósł okres międzywojenny, czyli lata 20. i 30. XX wieku (1918-1939), szczególnie w Warszawie, Krakowie, Lwowie i Poznaniu.

Niestety, piękną ideę zrzeszania się zniszczyły czasy komunistyczne, przede wszystkim stalinowskie lata 50. i 60. ubiegłego stulecia, które w okrojonej socjalistycznej formie dotarły do końca lat 80. A niechęć do zrzeszeń, cechów, gromad, zjednoczeń, spółdzielni, czy też innych rodzajów kooperacji, pozostała do dzisiaj. Niestety jest to fatalne pokłosie, żeby nie powiedzieć triumf poprzedniego systemu, które pokutuje w naszym społeczeństwie i z którym mentalnie, do dzisiaj, nie możemy dać sobie rady.

W ciągu kilkunastu lat po II wojnie światowej działania spółdzielczości zostały podporządkowane polityce państwa komunistycznego, poddane zostały odgórnym procesom etatyzacji, centralizacji i biurokratyzacji, wymuszono na niej praktyczną monopolizację pewnych sfer życia społeczno-gospodarczego (mieszkalnictwo, handel detaliczny, zaopatrzenie rolników i skup produktów rolnych), a na przełomie lat 40. i 50. przeprowadzano przymusową kolektywizację rolnictwa (rolnicze spółdzielnie produkcyjne). Podobnych szykan doświadczyło rzemiosło zrzeszone w cechach branżowych, ogólnych lub regionalnych. Wszystko to sprawiło, że zrzeszanie się zatraciło swój samorządny i społeczny charakter, członkowie utracili jakikolwiek wpływ na to, co działo się w ich organizacjach, w większości przestali utożsamiać się z nimi, traktując je jako element aparatu partyjno-państwowego. Wszystkie te działania przyczyniły się do ugruntowania negatywnego wizerunku zrzeszania się.

Pomimo upływu 25 lat od zmiany systemu politycznego, uznawania nowych wartości i odrodzenia się ducha przedsiębiorczości niewiele zmieniło się w stereotypowym światopoglądzie społeczeństwa. Światopogląd jest jak okulary, przez które patrzymy na otaczający nas świat. Niestety, w temacie zrzeszania się, a i niekiedy prywatnej inicjatywy, dominuje peerelowski światopogląd. Brak współpracy z innymi podmiotami gospodarczymi powoduje same szkody. Praca indywidualna nie przynosi oczekiwanych korzyści, jak praca zespołowa.

Do tego dochodzi jeszcze brak sukcesji w polskich firmach rodzinnych. Sukcesywnie maleje liczba sukcesorów, za to rośnie liczba spadkobierców.

Sukcesor czy spadkobierca
Większość polskich firm rodzinnych to firmy z pierwszego pokolenia, czyli prowadzone przez swoich założycieli.  Znaczna część z nich to przedsiębiorstwa powstałew latach 90. XX wieku, a wiek ich właścicieli oscyluje w okolicach 50. Oznacza to, że jednym z największych problemów najbliższych lat będzie sukcesja w firmach rodzinnych, czyli być – albo nie być dla przyszłości MSP funkcjonujących w otoczeniu firm z kapitałem akcyjnym lub zagranicznym.

Sukcesja w firmie rodzinnej jest wieloletnim, złożonym procesem
Sukcesja nie odbywa się z dnia na dzień poprzez przekazanie sterów w firmie, gdyż z uwagi na jej wieloaspektowość, perspektywę czasową i wpływ na dalsze funkcjonowanie firmy należy traktować ją jako proces ciągły.

Sukcesja powinna być zaplanowana
Planowanie sukcesji powinno być zaplanowane poprzez zaangażowanie wszystkich zainteresowanych w proces sukcesji, wychowanie pokolenia następców i ostateczny wybór najlepszego dla firmy następcy oraz momentu przekazania samej firmy. Jeszcze niedawno możliwość przejęcia firmy ukierunkowywała życie młodego pokolenia w naturalny sposób. Obecnie wygląda to zupełnie inaczej, stawiając przyszłość firm rodzinnych w zupełnie innej sytuacji. Dzisiaj przed młodą generacją cały świat stoi otworem – mogą studiować na dowolnych uczelniach, w dowolnym kraju, albo pracować w różnych zakątkach świata. O wyborze drogi życiowej decyduje czysty przypadek, albo świadomy wybór wynikający z pasji i indywidualnych predyspozycji. Nie zawsze są to predyspozycje do prowadzenia przedsiębiorstwa, tym bardziej, że obecnie, każda firma jest bardziej złożona w aspekcie organizacyjnym i specjalizacji, niż kiedyś. Nowoczesne zarządzanie jest sztuką samą w sobie, wymagającą wysokich kompetencji w różnych dziedzinach, tj.: sprzedaż i marketing, ekonomia, nowoczesne technologie innowacyjność, stosunki interpersonalne oraz planowanie rozwoju firmy w okresie krótko- i długoterminowym. Jeżeli biznesowych predyspozycji brak, wtedy rodzi się problem sukcesji.

Istotnym procesem jest właściwe przekazywanie sterów w firmie. Niewłaściwe jego przeprowadzenie może być powodem upadku rodzinnego biznesu. Zbyt późno podjęta (jeżeli w ogóle) decyzja o sukcesji nieświadomie może zamknąć drogę do utrzymania rodzinnego charakteru firmy.

Inną przyczyną upadku firmy rodzinnej może być też brak zainteresowania potencjalnego sukcesora, albo konflikt pomiędzy rodzeństwem, lub brak porozumienia w sprawie przejęcia firmy. Można zatem stwierdzić, że głównym problemem nie jest sama sukcesja, tylko gotowość do jej rozsądnego przekazania. Tymczasem problem sam się nie rozwiąże. Bez otwartej dyskusji niemożliwe jest wypracowanie własnego, najlepszego dla danej organizacji modelu sukcesji.

Podsumowując:

Wnioski nasuwają się same. Każdy przedsiębiorca powinien w sposób ciągły i nieprzerwany, mądrze i długoterminowo planować rozwój własnej firmy. Planowanie sukcesji mentalnie jest bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Jest to na tyle istotne, aby potencjalny sukcesor, nadzieja firmy, nie został zwykłym potencjalnym spadkobiercą. Łączenie potencjału z innymi podobnymi sobie firmami, a jeszcze lepiej z mocniejszymi, powoduje wzmocnienie pewności siebie i zwiększenie przewagi konkurencyjnej na rynku. Łączenie sił w organizacjach gospodarczych i biznesowych, to również wymiana szeroko pojętej wiedzy i codziennych informacji. Często są to również wspólne zakupy, np. surowców lub technologii, wspólne przedsięwzięcia eksportowe albo wspólne działania marketingowe i/lub wizerunkowe itd.

Zrzeszając się, każdy może szybciej i skuteczniej zrealizować swoje wyznaczone cele – szybciej i taniej niż w pojedynkę. Krótko mówiąc, razem łatwiej, korzystniej i perspektywiczniej. W Stanach Zjednoczonych bardzo popularne jest przysłowie: „Wszystko co robisz – rób najlepiej jak potrafisz, jest to najskuteczniejszy sposób na sukces”.

5 0

Comments are closed.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Przeczytaj inne:
Avia Park VI s.r.o. z Pragi wstrzymała się z zakup em akcji Fabryki Przewodów Energetycznych w Będzinie.

Ministerstwo Skarbu Państwa ogłosiło 27 czerwca zaproszenie do negocjacji w...

Zamknij